your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

W krzywym zwierciadle: miłość

Główny watek filmu wydaje się jedynie pretekstem do beztroskiej absurdalizacji idei bycia w związku. Dystopijna satyra Lanthimosa ukazuje świat w którym prześladowani single zmuszani są do wiązania się w pary pod groźbą przymusowej przemiany w dowolne, wybrane przez nich wcześniej zwierze. Ta ekscentryczna wizja z początku wydaje się dla nas odległa i nierealistyczna, z czasem jednak zdajemy sobie sprawę, jak wiele rzeczy przekłada się na problemy naszych czasów.

Na dobra rolę Farrella było nam czekać od czasu "In Bruges", w którym tak jak i w "Lobsterze" udowodnił, że odpowiednio pokierowany, jest w stanie wykreować wiarygodną postać. Decyzja, aby wzbogacić film w hollywoodzkie nazwiska, była jak najbardziej trafna. Aktorzy nie maja problemu w odnalezieniu się w swoich rolach, a film być może przez to trafi do szerszej publiki, dla której nazwisko greckiego reżysera jak było dotąd obce. W całym filmie zresztą panuje aktorski minimalizm, postacie wypowiadają swoje kwestie beznamiętnie, momentami wręcz karykaturalnie. Zabieg ten pozwala nam bardziej wczuć się w kuriozalny nastrój, który towarzyszyć nam będzie przez cały seans.
Minimalizm występuje nie tylko w grze aktorów, ale też i w scenografii i charakteryzacji. Nie doznamy tutaj barokowego przepychu, całość jest utrzymana w stonowanej, chłodnej kolorystyce. Fakt, że niemalże cały film został nakręcony z wykorzystaniem jedynie naturalnego światła oraz praktycznie brak jakiegokolwiek make-upu na twarzach aktorów dodaje obrazowi swoista aurę, dzięki której wydaje się on bardziej naturalny.

Stylistycznie "Lobster" czerpie garściami od innych awangardowych twórców kina. Zobaczymy tutaj między innymi nietypowe użycie slow-motion Larsa Von Tiera czy też prostopadłe, estetyczne ujęcia Wesa Andersona. Nie mówię oczywiście, że techniki te stosowane są wyłącznie przez wyżej wspomnianych twórców. Wspominam o nich, gdyż oglądając film, można zauważyć stylistyczną mieszanką gatunków, do której Lanthimos dodaje swój unikalny składnik, tworząc coś nowego i świeżego. Osoby, które widziały "Kła", mogą się domyśleć, na czym polega specyfika autora. Największą zaletą obrazu jest to, że potrafi rozbawić w taki sposób, że chwilę później łapiemy się za głowę, zastanawiając się, jak mogliśmy się śmiać z czegoś podobnego. Reżyser nie boi się pokazywać przemocy, również w stosunku do zwierząt, często ubierając ją w żart. Prawdziwa uczta dla koneserów czarnego humoru.
To także jeden z tych filmów, które szanują intelekt widza i nie starają się wytłumaczyć każdej poszczególnej sceny mówiąc wprost co i jak. Wiele dzieje się tutaj poza kadrem, albo opiera się na niedopowiedzeniach. Przykładem będzie scena gdy David (Colin Farrell) ponownie zapytany o preferencje seksualne waha się przez sekundę z odpowiedzią, po czym słyszymy w oddali odgłos stukających obcasów, nieme spojrzenie bohatera w stronę źródła dźwięku i już wiemy jakiej udzieli odpowiedzi. Podobnych scen jest pełno, film zachęca do czynnego udziału w seansie i samodzielnego wypełnianiu luk.

Pomimo tego, że dystopijny świat ukazany w filmie jest raczej smutny, nie brakuje elementów humorystycznych. Już po kilkunastu minutach oglądania zaczynamy powoli zapoznawać się z Lanthimosem i pewne rzeczy odbieramy przez pryzmat tej właśnie "znajomości". Przez co też im dalej zagłębiamy się w seans, tym bardziej godzimy się na pewne rozwiązania i na wiele rzeczy przymykamy oko. Sama końcówka, która na pierwszy rzut oka posiada jedną, sensowną interpretację, z bagażem doświadczeń po całym seansie jednak, doszukujemy się kilku.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook